OBEDIENCE, PROCES, RELACJA

Bądź moim własnym Berdo – o nowych psach i nowym mega psie

17 czerwca 2016
 
7

 

Od długiego czasu zbieram się do tego postu, teraz już jaskrawo zapaliła się czerwona lampka, bo temat robi się potwornie obszerny, a przemyślenia nawarstwiają się lawinowo.

Coraz obszerniejsze robi się też zwierzątko, o którym mowa. ;-)) W social mediach trochę go widać, ale czas wreszcie oficjalnie skrupulatniej przedstawić nowego mega psa. Jest to samiec rasy border collie z polskiej hodowli True Story, z połączenia linii wystawowych i pracujących.

 

Powitajcie BE MY OWN BERDO True Story – domowo Berdo. Właśnie skończył 5 miesięcy, a jest z nami od 7. tygodnia swojego życia.

 

DSC_1004 DSC_0138

 

Decyzja

 

Wiedząc, jak szalenie czasochłonne są dwa psy w treningu (a Megi i tak nie była wymagająca) odrzucałam długo myśl o kolejnym zwierzątku. Megi dopiero co odeszła na emeryturę, a z Devi jeszcze wiele przed nami. Jednak planując ten rok postanowiłam, że to dobry czas dla szczeniaka, że akurat teraz będę mogła mu się całkowicie poświęcić, a przygotowanie go do zawodów to w moim trybie kolejne 2-3 lata.

Pies, z którym stanowimy jedność dusz już mi się trafił, czas na nowe wyzwanie. Lista ras była długa, żadna jednak w końcowym rozrachunku nie była dość dobra głównie ze względu na anatomiczne ograniczenia (dementuję, że nie lubię borderów – już lubię!! ;-P). Wyzwaniem więc paradoksalnie miał zostać border, więc żeby tak się stało po wrażliwej suczce zaczęłam szukać mocnego psychicznie samca (a samca nigdy nie miałam i nie przepadałam za nimi).

Nie lubię wertować borderowych rodowodów, więc sugerowałam się głównie pracą rodziców w obedience. Wszystko racjonalne, przekalkulowane, znalezione stricte obediencowe krycia oczekujące małych maszynek do sportu.

STOP. Nie czułam tego.

 

Gdy coś postanowię to zwykle działam szybko, ale jeśli usilnie próbuję i działania nie przynoszą skutku to chwilowo odpuszczam – wydaje się, że to nie ten czas i to samo do mnie przyjdzie z nawiązką. I faktycznie tak się dzieje. W tamtym momencie jeszcze nie wiedziałam, co się we mnie kłóciło, ale zaraz potem wraz z kilkoma wydarzeniami w mojej głowie przyszła spora rewolucja, przewartościowanie odnośnie psich sportów, wyklarowanie mojej filozofii pracy z psami i nazwanie jej po imieniu. A razem z nią przyszła taka myśl.

 

To przecież będzie mój kochany pies, nie narzędzie.


No duża pułapka, w którą wpada mnóstwo psich sportowców. Szukają maszyny, nie partnera. Oczekiwania ogromne. Dłuższe łapki, szybszy, mądrzejszy. Oczywiście trzeba wybierać jak najlepsze skojarzenia. To wszystko jest bardzo ok, póki nie patrzymy na psa jak na zlepek cech, listę parametrów. A na to, jak geny się ułożą i tak mamy średni wpływ. Mamy jednak wpływ na to, jak tego psa poprowadzimy, a więc w ogromnym stopniu to jaki będzie zależy od nas. Tylko jak poprowadzić go dobrze, okazać mu wsparcie, skoro np. nie spełnił naszych wygórowanych oczekiwań? Jeśli nie czujemy się z nim dobrze na co dzień, nie rozumiemy go i nie lubimy to będzie średnio przyjemne i skuteczne.

Część psów z czołówki światowej (obedience) nie ma wybitnych predyspozycji i psychiki, bywają wręcz trudne, stanowią jednak wybitny team ze swoim przewodnikiem i to determinuje ich sukces – same przecież nie wygrywają zawodów. Pies z dobrą relacją, komunikacją z właścicielem jest w stanie dużo osiągnąć, a jak do tego dodać dobrą psychikę i popędy – jest w stanie osiągnąć szczyty.

Ja początkowo mocno to racjonalizowałam, zarezerwowałam egzotycznego cudaka, poprzeczkę miałam ustawioną w kosmosie (ją akurat tak wysoko ustawiła Devi). I to nie grało. Trzeba więc wiedzieć, jakich cech się od psa oczekuje, ale i tego psa czuć – koniec końców wybrać tego, który skradnie serce.

 

W ten sposób znów przeznaczenie mnie dopadło. Tak samo jak z Devi, tak i tu już po zdjęciach wiedziałam, że to jest ten pies. Filmiki i opis jego cech (pokrywały się z moimi wymarzonymi), które dostałam później tylko mnie w tym utwierdziły. Tak Berdo trafił do nas i to – kolejny raz – najlepsze co mi się trafiło.

 

6 DSC_0167

 

 

 

Imię

 

Imię w tamtym momencie bardzo ważne dla mnie. Inspiracją był piękny szczyt w Bieszczadach – Bukowe Berdo. Berdo z prasłowiańskiego znaczy jednocześnie szczyt i przepaść. Berdoś jest moim wyzwaniem – w moich rękach czy uda mi się zbudować odpowiednią relację, czy przekuję to w sukces czy porażkę.

 

DSC_0541

 

 

 

 

Berdowe BERDO – CHARAKTERYSTYKA krajobrazu

 

Może na początek, jak sobie wymarzyłam – duży samiec, stabilny, pewny siebie, a więc niezależny.

A teraz o tym, jakim Marta (Hodowczyni) jest Mikołajem.

 

Otóż Berdo to duży samiec, stabilny, pewny siebie, a więc niezależny. <3

 

 

DSC_0036 copy

 

 

Trochę notatek odnośnie jego cech, które zastałam, obecnie część już jest nieaktualna, w następnym poście opiszę to, jak je rozwijamy/wyciszamy.

 

– stabilny, zrównoważony, żadne strachy nie wyprowadzają go z równowagi, spokojnie rozwiązuje dany problem, nie panikuje, nie zamyka się

 

– pewny siebie, silny psychicznie, a co za tym idzie niezależny – nie inicjuje ciągle kontaktu, nie potrzebuje wisieć na mnie, być uzależniony, sam podejmuje decyzje

 

– filozof, najpierw kalkuluje, potem podejmuje decyzję w punkt (w odróżnieniu od sióstr, które najpierw robiły, potem myślały – on z boku obserwował sytuację i dobierał skuteczne działanie)

 

2 DSC_0302 4 7 (2)

 

 

– rewelacyjny on-off, płynnie się przełącza z kontaktu na bieganie, nie uzależnia się od człowieka, ma swój czas; nie ekscytuje się przesadnie, również dobrze i bardzo szybko schodzi z emocji

 

5 (2) 26

 

 

– krnąbrny, uparty, nie da sobie w kaszę dmuchać, ani się wykorzystać; broni zasobów

 

DSC_0199 8

 

 

– wygadany, negocjuje i kłóci się ze światem, mocno manifestuje niezadowolenie (strachy, potwory i smoki – luz, ale niech tylko ktoś spróbuje mnie poczesać!!! w przyziemnych sprawach histeryk). We śnie uroczo mruczy – to niestety już nieaktualne :-(((

 

DCIM102GOPRO

 

 

– jego sensem życia nie jest zadowolenie człowieka, jest bardzo interesowny, co nie oznacza, że jest autystykiem bez chęci współpracy. Po prostu nie jest cyborgiem, pracoholikiem za wszelką cenę (co po Devi, której przez to brakuje instynktu samozachowawczego jest błogosławieństwem)

 

5 9

 

 

– nie wylewny, merda ogonem bardzo oszczędnie, kontakt z ludźmi nie jest fascynujący – to już mocno nieaktualna notatka, obecnie ludzie są ok, pierwszy kontakt jest supersupersuper, ale jak to jest zaliczone to człowiek znów przestaje być atrakcyjny

 

 

– wcześniej zbyt dziarski do innych psów, obecnie pacyfista

 

DSC_0200

 

 

– śmieszny pies robiący fikołki; ma dużo zwykłych psich odruchów i bardzo ładnie się komunikuje, jest spontaniczny i dowcipny w swoich reakcjach w odróżnieniu od Devi, która nie robi żadnego fałszywego ruchu; trochę klaun 😉

 

IMG_0143 copy 9 (2) a b

 

 

– doskonały nos, to dla mnie nowość, na pewno wykorzystamy ten talent

 

– brak większych preferencji co do nagród, duże zaangażowanie na jedzenie i zabawki

 

IMG_0100 copy IMG_0112 copy

 

 

– jego główne narzędzie to przednie łapy, mocno je aktywuje

 

– niezaprzeczalnie jest borderem:

 

1 2

 

 

Miałam masę szczęścia, że trafiłam na psa o wymarzonych cechach – z nawiązką. Wyzwanie jest, tak jak chciałam. Jest nieoczywisty, efekty nie przyjdą tak łatwo, ale będą zniewalające. ;-)))

 

Devi bardzo mi przy nim pomaga – dorosły, zrobiony już pies to skarb przy szczeniaku. Berdo natomiast pokazał mi jak trudnym psem była Devi, zweryfikował moje wyidealizowane spojrzenie na nią, biorąc go myślałam: z Devi szło jak po maśle, to łatwy pies, teraz czas się pomęczyć. Zapomniałam tylko o drodze, jaką przebyłyśmy, to wiele lat wyrzeczeń i inwestycji, żeby taka była. Porównuję zwłaszcza ten pierwszy etap obojga; Devi była miękka, wrażliwa, niestabilna, bardzo reaktywna – cała praca polegała na ustabilizowaniu jej, zbudowaniu pewności siebie. Przy Berdo odpoczywam pod tym względem.

 

 

CO SIĘ ZMIENIŁO

 

Co się u nas zmieniło – pierwszy raz nic.

Obawiałam się pierwszego etapu, zawsze długo mi schodzi przyzwyczajenie się do jakiegokolwiek nowego psa w domu, którego muszę uczyć się od nowa, wszystko jest dla nas nieintuicyjne. Nie przepadałam również za szczeniakami. Tutaj zupełnie tego nie odczułam, co prawda 3 psy to już dla mnie dużo, ale Berdo błyskawicznie wbił się w nasze stado, dogadujemy się jakbyśmy znali się od zawsze, jest integralną częścią naszego stada.

 

DSC_0176

 

NOWY PIES, skazany na sukces – przyszły mistrz, narzędzie do pracy

 

Nie za wszelką cenę. Nie jestem fanką wymieniania psów co jakiś czas na nowsze modele. I cieszę się, że nie wybrałam psa pod dany sport. Jako maszynkę. Moje priorytety i ambicje diametralnie się zmieniły, a mi zostaje cudowny pies, którego uwielbiam i z którym żyję szczęśliwie na co dzień, a nie pies niespełniony frustrat z predyspozycjami do innego typu pracy. Berdo rośnie, szukamy różnych kierunków rozwoju. A urósł potwornie. Obok Devki – miniaturki BC będzie niedługo wyglądać komicznie. ;-))

 

Chłoniemy chwilę, mamy już dużo wspólnych dobrych doświadczeń, które budują naszą relację. Cieszymy się kontaktem, żyjemy trochę w zwolnionym tempie. Dużo już o sobie nawzajem wiemy i ufamy sobie. To niesamowity czas. Z moim wspaniałym psem. :-))))

 

I tego również Wam życzę. Nowe zwierzątko to wiele szans, możliwości, ale przede wszystkim Wasz partner, przyjaciel na wiele lat. Cieszcie się przede wszystkim sobą nawzajem, a nie tylko nowymi komendami.